Teksty fabularne na Fixuralis Custellus 2019

Pod koniec października ubiegłego roku reprezentacja naszej wielkopolskiej czeredy gościła na zamku Grodziec, gdzie nasze zaprzyjaźnione Bractwo Rycerskie Ziemi Legnickiej organizowało imprezę pt. Fixuralis Custellus 2019.

Była to czwarta (i jak się okazało ostatnia) edycja wydarzenia, a zarazem druga w której uczestniczyliśmy. Impreza miała charakter zabawy fabularnej osadzonej w realiach Śląska z połowy XIV w. Tym razem wydarzenie ilustrowało konflikt między braćmi – książętami śląskimi: Wacławem I Legnickim a Ludwikiem I Brzeskim, a zamek Grodziec miał się „wcielić” w zamek w Lubinie.

Każda grupa uczestnicząca w imprezie musiała dołączyć do konkretnego stronnictwa – nasza pięcioosobowa ekipa, podobnie jak w roku ubiegłym, tworzyła własne stronnictwo – Poczet Mikołaja z Będlewa h. Łodzia – posła JKM Kazimierza III, z Bożej łaski króla Polski, pana i dziedzica ziem krakowskiej, sandomierskiej, sieradzkiej, łęczyckiej, Kujaw, Pomorza i Rusi. Do naszej drużyny dołączyły z czasem inne, chętne osoby.

Na potrzeby wydarzenia Kornik – w grafomańskim szale – przygotował kilka fabularnych tekstów, które poniżej publikujemy, a które miały stanowić fabularne wprowadzenie tak dla członków stronnictwa, jak i dla innych uczestników imprezy. Wypociny okrasiliśmy zdjęciami z imprezy (oczywiście z nami w roli głównej), bezczelnie zajumanymi mistrzowi Marcinowi Bronkowi.

Rycerz Mikołaj (Fot. Marcin Bronek)

Rycerz Mikołaj (Fot. Marcin Bronek)

TEKSTY

Wstęp:
Mikołaj z Będlewa to brat nieżyjącego już biskupa poznańskiego i kanclerza Kościoła poznańskiego – Jana Łodzi oraz szwagier Boguszy – starosty pomorskiego. Wielkopolski rycerz liczy na to, że za zasługi w polityce zagranicznej polski monarcha wyniesienie jego ród na najwyższe urzędy lokalne, a może i nawet państwowe lub kościelne.

Łodzic kilka miesięcy temu posłował już na Śląsk. O ile prowadzone wówczas w ukryciu śledztwo zakończyło się sukcesem i zbrodniarz – Maćko Borkowic h. Napiwon – został schwytany, osądzony i skazany, o tyle zdaje się, że dyplomatyczne zabiegi nie zapobiegły jednak bratobójczej wojnie między Wacławem I Legnickim a Ludwikiem I Brzeskim. Ze względu na znaczne prawdopodobieństwo wybuchu otwartego konfliktu, polskiemu posłowi towarzyszy armiger Pietrek oraz zaufani i doświadczeni zbrojni – Sebastian, Jędrek i Marek.

Sytuacja na Śląsku w ciągu ostatnich kilku miesięcy mocno się dla Królestwa Polskiego skomplikowała. Pod koniec maja owdowiały na początku roku Karol IV poślubił czternastoletnią Annę – bratanicę Bolka Małego. Ten ostatni obiecał Luksemburczykowi swoją dziedzinę w przypadku braku męskiego potomka, stając się tym samym sprzymierzeńcem czeskiego monarchy.

Króla Kazimierza zabolał jednak przede wszystkim układ zawarty tego samego dnia między Karolem IV a Ludwikiem Andegaweńskim. Władca Węgier, w imieniu swoim i polskiego monarchy, zrzekł się na rzecz Czechów księstwa świdnicko-jaworskiego oraz zwolnił mieszkańców Kluczborka, Byczyny i przyległości ze wszelkich zobowiązań. W zamian Korona Polska miała otrzymać prawa do księstwa płockiego oraz pozostałych księstw mazowieckich, jednak do dziś – mimo upływu przewidzianych w dokumencie czterech miesięcy – król Kazimierz nie zatwierdził tegoż traktatu.

Władca Polski widząc, że powoli traci wpływy w kolejnych śląskich księstewkach, wysyła sprawdzonego posła z kolejną misją. Tym razem poselstwo nie musi już działać ostrożnie. Łodzic dostaje wolną rękę – ma wesprzeć tego z książąt, który zadeklaruje przyjazne stosunki z Koroną Polską oraz dystans względem Pragi. Oczywiście poseł ma postarać się, aby przyjazna Krakowowi strona zwyciężyła w konflikcie.

***

Poczet Pana h. Łodzia (Fot. Marcin Bronek)

Poczet Pana h. Łodzia (Fot. Marcin Bronek)

Kolejne opisy:

Pokryty grubą warstwą błota trakt nie ułatwiał podróży. Chłód siąpiącego deszczu potęgował zacinający falami, zimny wiatr. Cała okolica tonęła w mgiełce drobnych, opadających kropel, a ciężkie chmury, spowijające niebo, utrudniały rozeznanie jaka to pora dnia. Sioło, przyczajone wzdłuż wijącego się wśród niewielkich pagórków traktu, dymami snującymi się z kominów dawało nadzieję na ciepłą strawę i ogień, przy którym można się ogrzać i osuszyć zmoczone ubrania.
Jechali stępa. Konie leniwie podnosiły ubłocone kopyta. Wszyscy szczelnie okryci grubymi, sukiennymi płaszczami i głęboko nasuniętymi na twarze kapturami. Orszak z oddali zdawał się być konduktem żałobnym, a nie poselstwem jego królewskiej mości.
Na czele grupy, na potężnym wałachu, jechał uzbrojony we włócznię armiger. Jego postura zdradzała, że pod płaszczem nosi co najmniej gruby gambeson. Rozglądał się ostrożnie, uważnie obserwując okolicę. Za nim, na podjezdkach, z wolna podążali dwaj zbrojni – uzbrojeni w wystające spod płaszczy kusze. Obaj milczeli patrząc tępo przed siebie. Kolejnym w orszaku był jadący samojeden rycerz. Jego stan zdradzało zdobione końskie ogłowie i siodło oraz bogata oprawa oręża, wystającego spod opadającej na rząd poły płaszcza. Ogier rycerza wyróżniał się też rozmiarem, a do tylnego łęku miał przytroczoną tarczę ze złotą łodzią w czerwonym polu. Kawalkadę zamykał powożony przez szczupłego woźnicę kryty, dwukonny wóz, do którego przytroczone były wodze idącego na samym końcu, potężnego destriera.

Nagle wiodący poselstwo armiger zatrzymał się i wzniósł do góry włócznię. Na ten sygnał uzbrojeni w kusze zbrojni jak jeden mąż sprawnie napięli cięciwy i zaczęli nakładać bełty.

– Bywaj! – krzyknął donośnym głosem armiger – Bywaj! My polskie posły! Łodzia! Łodzia!
Dopiero po chwili pozostali członkowie poselstwa dostrzegli w oddali stojącą na trakcie postać na potężnym koniu. Sylwetka jeźdźca sugerowała, że płaszcz miał podbity grubym futrem lub też miał pod nim przywdziany pancerz.

– Achtung! – krzyczał dalej armiger – Polnische Gesandten! Navis! Navis!

– Bywaj! – krzyknął wreszcie samotny jeździec – Rogala! Rogala!

***

Armiger Pietrek (Fot. Marcin Bronek)

Armiger Pietrek (Fot. Marcin Bronek)

Piotr zmrużył oczy. Pełgające w półmroku płomienie raziły ich. Stali we czterech pośród szalejącej we wsi pożogi. Ciepło płonącej osady grzało ich do tego stopnia, że mimo chłodnego wieczoru płaszcze odesłali z resztą zbrojnych do wozu, który wraz z końmi zostawili w bezpiecznej od pożaru odległości. Rycerz zostawił też przy wozie towarzyszącą mu, kilkunastoletnią córkę. Cieszył się, że ją tam zostawił spoglądając na leżące dookoła, zmasakrowane ciała mieszkańców wsi.
Trzask ognia, pękające belkowania i kolejno zapadające się ze zgrzytem strzechy powodowały, że mówić trzeba było podniesionym głosem:

– Co myślicie Panie Łodzia? – krzyknął niemal do stojącego kilka kroków dalej rycerza – Czyja robota?

– Nie wiem – krótko odrzekł rycerz, odziany w czerwony drukowany w zwierzęce motywy gambeson – Sebastianie, macie jakiś pomysł?

Łodzic skinął na szpakowatego mężczyznę ze spiczastą bródką. Mężczyzna podwinął mocno luźną zielonkawą kurtę, poprawił zwisający u pasa tasak o szerokiej głowni i kucnął przy zwłokach młodego prawdopodobnie chłopaka. Odwrócił ciało i z uwagą przyjrzał się zmienionej w krwawą miazgę twarzy.

– Panie Mikołaju – odezwał się po chwili tubalnym głosem – Jak se tak te ciała oglądam, to na myśl mi przychodzą zaciężni. Każden legł od jednego ciosu, ten tu od jakiej buławy albo buzdygana.

– Nie ma też śladu bełtów ni strzał, a miejscowa trzoda rozpierzchła się po okolicy – wtrącił pospiesznie stojący nieco dalej armiger w żółtej przeszywanicy i napierśniku – na moje sprawa prosta: wpadli znienacka, podłożyli kura, a potem siekli próbujących uciekać miejscowych.

– Roten Hahn… – rzekł do siebie Mikołaj.

– Co mówiliście panie Łodzia? – zapytał zaciekawiony Piotr.

– Nic nic – pospiesznie rzekł rycerz w czerwony gambesonie – Nie zdziwi mnie jeśli niektórym ze wsi udało się zbiec w las.

– Dla łupów ich napadli? – pytał dalej rycerz Piotr – dla zysku?

– Łupów nie wzięli panie Rogala – rzekł Mikołaj – Popatrzcie dookoła. Nikt nie rabował, wiele dobra leży dookoła, a napastnicy nawet tego z traktu nie zabrali. To nie raubritterzy, ani pospolici zbóje. Na moje to najemnicy, których cel był zgoła inny.

– Co macie Panie na myśli? – dopytywał Rogalita.

– To prowokacja Panie Piotrze, prowokacja. Najazd na wieś księcia Ludwika ma spowodować jego reakcję – ciągnął Łodzic – Ślady na pierwszy rzut oka wskazują na bandytów, ale Ludwik głupcem nie jest i prowokator o tym wie. Najazd ma zmusić księcia na Lubinie do reakcji i tym samym uczynić go w oczach okolicznych władyków winowajcą nadciągającej wojenki.

Mikołaj położył rękę na rękojeści zwisającego u pasa miecza, obrócił się na pięcie i ruszył w stronę wozu. Reszta zbrojnych spojrzała jeszcze na płonącą wieś i poszła w ślady rycerza.

***

Poczet Pana h. Łodzia (Fot. Marcin Bronek)

Poczet Pana h. Łodzia (Fot. Marcin Bronek)

Kaśce zawirowało w głowie. Żołdak o ogorzałej, niedogolonej twarzy i śmierdzącym oddechu, okrutnie cuchnął jeszcze na dodatek potem i piwem. Poszarpana, brudna od krwi przeszywanica sugerowała, że dziewczyna nie będzie dziś jego pierwszą ofiarą.

– No to teraz się zabawimy – wycedził przez powybijane i popróchniałe zęby, po czym cisnął ją z całą mocą na dębową ławę. Nieludzki, wysoki krzyk przerwał nagle impet uderzenia, który pozbawił dziewczynę tchu i sprawił, że pociemniało jej w oczach.

Przyskoczył do niej jednym, błyskawicznym susem i uniósł, jedną ręką mocno ściskając szyję, a drugą brutalnie wsuwając pod suknię.
– Dogodzę ci tak, jak żaden – powiedział przerażająco zimnym, chrapliwym głosem, cały czas jedną ręką mocno ściskając krtań, a drugą obmacując. Kaśce zrobiło się niedobrze. Była przerażona. Dusiła się, czuła zarówno bezwstydny dotyk, jak i odór napastnika, a na dodatek wiedziała co za chwilę nastąpi.

Nagle uścisk żołdaka osłabł, a jego lubieżny rechot zamienił się w gulgotanie. Z jego krtani, na trzy palce, nieładnie wystawał zakrwawiony, kuty grot bełtu. Oczy mężczyzny zeszkliły się. Powoli, miarowo zaczął osuwać się na dziewczynę brudząc krwią jej blond włosy i jasnozieloną, wełnianą suknię. Krzyknęła, tym razem doniośle, a z podwórca dobiegł rechot kilku przepitych, męskich głosów.

Z obrzydzeniem i ogromnym wysiłkiem zsunęła z siebie ciało wojaka, brudząc przy tym suknię jeszcze bardziej. Nagle zamarła. Zza drzwi sieni wyłonił się szczupły mężczyzna w czarnym, przybrudzonym błotem płaszczu i z kuszą w ręku. Powoli, jakby licząc kroki ruszył w kierunku trzymającej się wciąż za gardło dziewczyny.

– Dzięki ci człecze… Bóg wie, co by się stało gdyby nie ty… – wysapała wciąż jeszcze rozedrganym głosem.

– Nie dziękuj jeszcze, bo Bóg wie co się zaraz stanie… – odrzekł i uśmiechnął się nieładnie…

***

Zbrojny Sebastian (Fot. Marcin Bronek)

Zbrojny Sebastian (Fot. Marcin Bronek)

Ze szczytu wzniesienia rozciągał się malowniczy krajobraz. Sioła, przyczajone wzdłuż przecinających dolinę strumieni, oddzielone były od puszcz ciemnymi wstęgami pól i nieco już wyblakłych łąk. Jesienne, zachodzące słońce sprawiało, że ściana lasu mieniła się różnymi odcieniami zieleni – zarówno tej pozostającej jeszcze na drzewach, jak i tej, która pokryła już grubą warstwą leśne runo. To wszystko zdawał się spinać wijący, szary trakt.

Orszak ruszył dalej. Do Lubina zostało ledwie kilka dni drogi. Na czele, na dorodnych ogierach jechali dwaj rycerze – z tarcz przytroczonych do juków wynikało, że to Łodzia i Rogala. Obaj ubrani byli we wzorzyste gambesony, na które narzucono podszyte futrem płaszcze. Kilka kroków za nimi zmierzali na podjezdkach dwaj zbrojni w koszulkach kolczych i kapalinach. Przez przednie łęki siodeł przerzucone mieli długie włócznie, a z juków zwisały kusze. Grupę zmykał powożony przez chudego żołdaka w przeszywanicy i łebce wóz, do którego podwiązany był podjezdek i potężny rycerski destrier. Obok dwukonnej, krytej kolasy, na olbrzymim wałachu jechał uzbrojony we włócznię armiger w kolczudze narzuconej na żółtą przeszywanicę. Zbrojny był wielce zajęty rozmową z jadącą na wozie, młodą dziewczyną.

Zatrzymali się. Armiger, zdziwiony nieco, spiął konia i popędził w kierunku rycerzy.

– Jeźdźcy! – zauważył stając tuż obok nobilów i spoglądając na wiodącą z południa drogę, która krzyżowała się z ich traktem. Zachodzące słońce mocno raziło w oczy, więc przysłonił je dłonią. W oddali dało się zauważyć sylwetki czterech konnych.

– Nie inaczej – rzekł Rogalita – jeźdźcy. Dwóch zbrojnych, w tym chyba jeden nasz rycerz – Leliwa.

– A pozostałych dwóch? – dopytał armiger mrużąc oczy i cały czas próbując dostrzec jakieś szczegóły w zmierzającym w ich stronę orszaku.

– Na moje niewiasty – odpowiedział szybko rycerz spoglądając w kierunku Łodzica i uśmiechając się lekko. Łodzic westchnął przewracając oczami.

– Mówicie panie niewiasty… – rzekł chyba już bardziej do siebie niż do rycerz zbrojny – muszę to sprawdzić… Po czym spiął konia i ruszył galopem w stronę jeźdźców.

***

Poczet Pana h. Łodzia (Fot. Marcin Bronek)

Poczet Pana h. Łodzia (Fot. Marcin Bronek)

Ulubiona rezydencja Ludwika I położona była na rozległej nizinie, po wschodniej stronie Lubina. Zamek był dość nowy, o czym świadczyła w miarę jeszcze intensywna czerwień oplatających go murów. Dostępu do książęcej siedziby strzegł również rozbudowany system fos, jazów i kanałów, którego powstaniu sprzyjały podmokłe okolice – pełne potoków, torfowisk oraz zdradliwych bagien.

Zamek wyglądał dziś wyjątkowo ponuro. Siąpiący przez wczorajszy dzień deszcz spowodował, że całą okolicę spowiła gęsta jak mleko mgła. Pozbawione już niemal liści, przyczajone kępy drzew i krzaków zdawały się przenikać przez wodne opary, nadając okolicy złowieszczy wygląd.

Mgła sprawiała również, że ledwie widoczne były dwie wysokie wieże mieszkalne, usytułowane w zachodniej części założenia zamkowego. Szczególnie charakterystyczny był czworoboczny stołp północny. W zachodniej kurtynie zamku mieściła się także główna brama, przez co zmierzający z poselstwem orszak musiał objechać kasztel dookoła, co nie do końca Polaków cieszyło.

Objeżdżając zamek podróżni zauważyli, że przy zachodniej kurtynie zamku, w jej południowej części, do zewnętrznej strony murów przytulona była zamkowa kaplica, flankowana ledwie dostrzegalną we mgle, niewielką wieżyczką.

Kopyta koni uderzyły rytmicznie o opuszczony, zwodzony most. Nad bramą wjazdową łopotały chorągwie z książęcym – piastowskim orłem. Rycerz Łodzia wiedział jednak, że dla Piastów pokrewieństwo nie ma większego znaczenia – tym bardziej dla Piastów śląskich. Poselstwo dotarło do Lubina…

***

Zbrojny Marek (Fot. Marcin Bronek)

Zbrojny Marek (Fot. Marcin Bronek)

Podsumowanie:

Tajna notatka posła Mikołaja z Będlewa do JKM Kazimierza III, upubliczniona przez byłego kancelistę Edwarda z Nołdena, zdrajcę-angielczyka, któren na Ruś był zbiegł.

„Wasza Miłość

Zgodnie z wolą JKM kilka tygodni temu ponownie odwiedziłem Śląsk. Dziwna to i godna pożałowania dzielnica, gdzie zewsząd mąt i niepokoje. Gdzie książątka miast dzielnic swoich doglądać i o ich rozwój dbać, rzucają się sobie do gardeł niczym wściekłe psy. Zdawać by się mogło, że powód owych wróżd jest najmniej ważny.

W poselstwie na zamek w Lubinie towarzyszył mi pan Pakosław z Tarnowa – Leliwita wraz ze swoim orszakiem oraz pan Piotr z Klonowa – Rogalita, który samojeden na Śląsk się wybrał, w towarzystwie córki jeno. Obu w drodze żem napotkał i do orszaku poselskiego włączył. Wiedząc, że czas niespokojny sam zebrałem orszak ludny a zbrojny.

Com na dworze księcia Ludwika obaczył, to już Waszej Miłości przedstawiam:

Książę Ludwik to człek porywczy, acz zdawać by się mogło, że bez autorytetu. Żona jego i matka przy służbie i gościach potrafiły głos na księcia podnosić, a ten, miast krótką rzecz uczynić, roztrząsał ją w obecności wszystkich – nawet czeladzi.

Sama księżna Agnieszka, niczem nuworyszka, obnosiła się ze swym statusem, co przypominało czasami niewiasty podłego stanu, które przez zamążpójście zaszczytu dostąpiły. Księżna matka z kolei zdaje się być krnąbrną i woli syna podporządkować się nie chce, gdy ten ją swatać próbuje – tym razem na Mazowszu. Zresztą w moich oczach raczej droga jej do klasztornej celi, niźli do małżeńskiej łożnicy.

Dwór księcia jest wystawny – Ludwik łowy urządza, zabawy dworskie, a w międzyczasie wojnę z bratem planuje. Trudno będzie wojować człekowi, który na trzos nie ma baczenia. Książę, nie zważając na koszty, najemników z Burgundii za olbrzymią kwotę zaciągnął i, jak to zaraz opiszę, więcej z nimi problemów niźli pożytku miał. Sam żem księcia przed tym przestrzegał, jeno Ludwika widno mocno ku czeskiemu poselstwu ciągnęło i mym uwagom baczenia nie dał.

Widząc, że książę raczej ku Pradze się skłania, w sekrecie porozumiałem się z owymi najemnikami oraz z rycerzem Łukaszem z Płazy – Toporczykiem. Zarówno wzmiankowanemu nobilowi, który stawił się ze znacznym pocztem, jak i Burgundczykom Ludwik nieopatrznie powierzył Namysłów i okoliczne, przygraniczne kasztele. Ci (w sekretnym porozumieniu ze mną) podnieśli bunt przeciw księciu, który rzekomo żołdu im nie płacił. Zaatakowali i uwięzili Ludwika. Za czas jakiś – gdy już sprawa nieco przyschnie, żeby reakcji Karola czeskiego nie prowokować, owi najemnicy zwrócą się do Waszej Miłości z prośbą o „wzięcie w opiekę”. Wówczas łaskawie Wasza Królewska Mość wypłaci żołd Burgundczykom, spełni oczekiwania rycerza z Płazy i tym samym, niemal bezboleśnie, przejmie kontrolę nad śląskim pograniczem.

Jeśli chodzi o oczekiwania rycerza herbu Topór, to zażyczył on sobie w zamian nadania zamku w Lipowcu, któren znajduje się w rękach krakowskiego biskupa. Jeśli Wasza Miłość zechce, to sprawę z biskupim kasztelem poprowadzi. Jeśli zaś nie, to ustaliłem z Burgundczykami, że wyrżną w razie potrzeby mniej liczną załogę Płazy i tylko im za ową przysługę grosiwem trza będzie sypnąć. W moim mniemaniu korzyść to politycznie olbrzymia i niewielkim nakładem środków osiągnięta.

Na koniec rzeknę jeno o prośbie Księżnej Mazowieckiej Eufemii, która proponuje rękę swej córki dla wnuka Waszej Miłości.

Pokornie upraszam też o nadanie biskupie dla mego syna, które Wasza Miłość za zeszłoroczne poselstwo na Śląsku mi przyobiecał.

Pozostając na służbie Waszej Miłości,
Mikołaj z Łodziów”

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s